Podróże mają różny wymiar. Potrafią być ważne ze względu na odległość, klimat, ale również ze względu na towarzystwo, w jakim podróżujemy.
Mojej rodzinie zawsze towarzyszą zwierzaki, będące wyraźnym dopełnieniem każdej wyprawy. Dlatego teraz zapraszam Was na konną wyprawę, trasą urokliwą, sielską z oprawą prawdziwie polskiej wsi.
Okolice, które miałam okazję w tym celu odwiedzić, niezmiennie kojarzą mi się ze znanym skeczem Kabaretu Dudek „Sęk”:
„Ja poproszę zamiejscową Lubartów 33. Mój numer? 333!” Doskonale napisany szmonces-skecz oparty na humorze żydowskim.
Bo właśnie zaledwie kilkadziesiąt kilometrów dalej lub bliżej, znajduje się Gmina Abramów ze wsią Glinnik. Niby nic, a jednak pojawiło się tam miejsce, które skupia miłośników koni, zwłaszcza dzieci i młodzież. Nie wątpię, że powodem jest teren, umożliwiający doskonałe konne wędrówki oraz ekipa, zarówno ta w ludzkim, jak i nieparzystokopytnym wydaniu, bo Ranczo Tesli nabiera rozpędu.
Trasy konnych wypraw prowadzą polami usłanymi łanami zbóż, leśnymi dróżkami, gdzie młode sarny z wiankami listków na głowie uciekają strapione. Gdzie łosie dostojnie kroczą, nadzorując znane sobie zarośla.
Pobliskie stawy zapewniają rozrywkę nie tylko dzikim zwierzętom. W nich z przyjemnością pluskają się konie, rozbijając kopytami wodę, a nawet puszczając bańki nosem. Możliwość towarzyszenia im podczas takiej zabawy jest niezwykłym doznaniem, zwłaszcza gdy wszystko obserwuje się z końskiego grzbietu, a woda wdziera się na siodło.
To podróż nietuzinkowa, z dreszczykiem emocji i pełną garścią inspiracji.
